Jeszcze przed zasadzką Norri wskazał zachodnie zbocze Koutamotunturi jako miejsce spotkania z patrolem porucznika Ilmariego Honkanena, gdyby oddział musiał uciekać. Dla Koivunena ta nazwa stała się później ostatnim punktem, którego próbował się trzymać. Gdy odzyskał świadomość, stał już samotnie na nartach przy granicy Finlandii, bez jedzenia i bez amunicji. Nie wiedział, czy jest 19, 20 marca, czy zupełnie inny dzień.
Uznał, że jedna z widocznych gór przypomina Koutamotunturi, i ruszył w jej kierunku. Wspominał, że zobaczył dym i pomyślał o swoich ludziach. Zjechał jednak w stronę ognisk należących, jak się okazało, do radzieckiego oddziału. Zaczęła się kolejna ucieczka. Przez pewien czas przeciwnicy byli blisko; zawierucha śnieżna pozwoliła mu zniknąć z pola widzenia.
Koivunen wprost przyznawał, że w tym okresie mieszały mu się wydarzenia rzeczywiste z halucynacjami. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że dotarł dokładnie na zbocza Koutamotunturi. Zaznaczony szczyt jest autentycznym miejscem planowanego spotkania.